Koncert Yeah Yeah Yeahs w proximie
Godz. 20.00
|
![]() Na mapie, która wczyta się za chwilę zaznaczone są wybrane miejsca. |
|
Z przyjemnością informujemy, że 30 sierpnia na jedynym koncercie w Polsce wystąpi amerykańska formacja Yeah Yeah Yeahs.
Zespół zagra w warszawskiej Proximie w ramach europejskiej trasy koncertowej promującej najnowszy album "Show Your Bones" Będzie to pierwsza wizyta tego trio w Polsce.
RECENZJE NAJNOWSZEGO ALBUMU YEAH YEAH YEAHS "SHOW YOUR BONES"
Doskonale pamiętam pierwsze, przypadkowe zresztą, spotkanie z Yeah Yeah Yeahs: singiel "Date With The Night", który dostałem niespodziewanie w prezencie od przyjaciółki z "Zachodu".
Podobne emocje po przesłuchaniu zaledwie dwóch, trzech utworów jednego wykonawcy i maniakalne uwielbienie dla niego wywołane nimi przydarzają się niezwykle rzadko. Yeah Yeah Yeahs rzucili mnie na kolana. Podobnie jak tysiące innych, których zafascynował poprzedni, debiutancki "Fever To Tell". Absolutny majstersztyk.
Tyle, że debiutanckie albumy przypominają często partię pokera rozgrywaną przez nowicjusza maksymalnie podnoszącego stawkę już przy pierwszym rozdaniu. Drugi album okazuje się być tym krytycznym momentem, który decyduje o wejściu do ekstraklasy bądź degradacji i zapomnieniu. I tu po raz kolejny Yeah Yeah Yeahs pokazali, że są wielcy a dreszcz podniecenia czują dopiero wtedy gdy w ręku trzymają same asy. Nawet jeśli muszą czekać na ten moment całe trzy lata.
Ten, kto spodziewa się po "Show Your Bones" drugiej odsłony "Fever To Tell" będzie mile zaskoczony. Zamiast odmrażania starych, sprawdzonych pomysłów "Yeah Yeah Yeahs serwują nam świeży, ale nie modny, dojrzały, ale nie stetryczały, odważny, ale nie wyuzdany, nie najdłuższy, ale w sam raz, album.
Tym, co przede wszystkim różni "Show Your Bones" od "Fever To Tell" to pojawienie się gitar akustycznych, zwolnienie tempa i mniejsza agresja w głosie Karen. Czuć, że jest to album przemyślany w każdym, najmniejszym nawet, fragmencie: tam, gdzie trzeba jest mocniej, gdzie indziej znowu lżej. Nie oznacza to jednak, że nowojorczycy zrezygnowali ze swojej drapieżności i prowokacji! Można by powiedzieć, że swój charakterystyczny chaos nieco tylko uporządkowali. W efekcie "Show Your Bones" jest płytą zawierającą 11 DOSKONAŁYCH kompozycji, które zostają w głowie na długo po tym, jak opuści ona odtwarzacz. Założę się o każde pieniądze, że jednym z ulubionych przez fanów utworów na tym albumie będzie (oprócz singlowego "Gold Lion") "Phenomena", ale zwracam także uwagę na inne, jak choćby: "Way Out", "Cheated Hearts", "Mysteries" czy moje ulubione: "Warrior" i "Turn Into".
Gwarantuje, że nie raz, nie dwa, złapiecie się na nuceniu kolejnych utworów z "Show Your Bones", bo choć to płyta bez wyraźnych faworytów to o jej sile decyduje właśnie równość. Dawno nie słyszałem czegoś równie dobrego. Bardzo dawno.
Autor: Miłosz Habura www.nuta.pl
Grażyna Torbicka powiedziałaby zapewne, że twórczość Yeah Yeah Yeahs to tzw. polski akcent na scenie muzyki indie. Karen O, a właściwie Karen Orzolek, przecież niczym tegoroczni laureaci Oscara Rachel Weisz (ponoć ma dziadka Polaka) czy Gavin Hood (reżyser ostatniej adaptacji W pustyni i w puszczy ) posiada ogromne koneksje z krajem nad Wisłą oraz imponuje słowiańskim polotem i fantazją, które nijak udaje się sprzedać bardziej autochtonicznym artystom na innym niż rodzimy rynku. Jednym słowem z sukcesów naszej rodaczki po mieczu powinniśmy cieszyć się wszyscy, ale czy do tej pory aby na pewno było czym się zachwycać? Nie do końca. Prymitywność brzmienia zniszczyła trochę debiut Yeah Yeah Yeahs. To, co zadecydowało o entuzjastycznym odbiorze poprzedzających pierwszą płytę epkach zespołu, jako dłuższa forma muzyczna raziło i kłuło w oczy. Nie mogło być inaczej, jeśli przedkłada się chaotyczne wrzaski nad melodykę, a nieokrzesaną formę nad bardziej wymagające treści. Na szczęście Karen i koledzy umieli wyciągnąć wnioski z tamtej lekcji. Może sukces singlowego Maps ich do tego zmobilizował?
yeah_.jpgFachowcy zwykli mawiać o syndromie drugiej płyty, ale to dopadło The Strokes, w przypadku Yeah Yeah Yeahs trzeba by było postawić inną diagnozę i w sumie trudno powiedzieć jaką. Zinner czasem chwyta za akustyczną gitarę, a Karen postanowiła, że będzie jednak śpiewać i w ten właśnie sposób z garażowego rocka zrobił się mniej garażowy pop. Na Show Your Bones słychać więcej Stonesów i Velvet Underground, więcej frapującej przebojowości niż taniego efekciarstwa. Właściwie każda z tych jedenastu piosenek zawiera w sobie jakiś koncept, jakby zaczerpnięty z ideologii The New Pornographers: pomysłowość przede wszystkim. Zaczęli od energicznego Gold Lion (im dalej w album, tym tego chwytliwego ooh będzie coraz mniej), kończą na Turn Into kawałku, który mógłby w sumie zapowiadać już inny (bardziej epokowy?) materiał. Początkowe minuty Show Your Bones mają w sobie jeszcze naleciałości brudnego brzmienia rodem z Fever To Tell , są jednak mniej chaotyczne, bardziej przemyślane i wciągające. To, w jaki sposób rozwija się Way Out , jak mistrzowsko zostało zagrane przez Zinnera Fancy nie pozostawia wątpliwości, że Yeah Yeah Yeahs zrywają z gitarową łupanką. Cheated Hearts miało stać się drugim Maps nie będzie, zbyt wiele w nim się dzieje, aby porównywać go z prostolinijną balladą. Także umiejętności tekściarskie Karen zwracają uwagę. Na nowej płycie doczekaliśmy się utworów z bardziej kreatywnymi wersami niż bam, bam, bam, bam, bam, bam, bam, bam, bam. Może warto też wspomnieć o kwestii chyba najistotniejszej: tego albumu po prostu się słucha.
Dopiero Show Your Bones udowodniło, że Yeah Yeah Yeahs zasłużyli na ten wielki rozgłos, który przyniosło im Fever To Tell lepiej późno niż wcale. Publika pewnie znów się podzieli: część będzie zachwycona (dostrzeże ewolucję brzemienia), część rozczarowana (powiedzą, że zespół poszedł na łatwiznę). (...)
Autor: Kasia Wolanin www.sceenagers.pl
Najmniej kontrowersyjna płyta najbardziej kontrowersyjnego zespołu nowej fali rocka? Tak tak tak!
Muzyka łączy. Chyba że chodzi o tę tworzoną przez nowojorską grupę Yeah Yeah Yeahs. Bo nic nie podzieliło fanów młodej rockandrollowej sceny tak bardzo jak dwa pierwsze minialbumy zespołu. I jak wokalistka Karen O. Jej teksty, pseudośpiewanie (histeryczne wrzaski i perwersyjne jęki), wizerunek, sceniczne ekscesy wszystko to budziło albo wstręt, albo zachwyt. Ale dzięki temu rozrzutowi reakcji to oni jako jedyni spośród zespołów noworockowego przedziału mieli szanse stać się zespołem kultowym. Zaprzepaścili je przeciętnym Fever To Tell i paradoksalnie nie odzyskają drugą dużą płytą Show Your Bones . Paradoksalnie, bo dostarcza ona zaskoczeń wyłącznie pozytywnych. Yeah Yeah Yeahs zgubili garażową szorstkość, ale zyskali przestrzeń i melodie. Materiał nierówny wymienili na materiał różnorodny, nieokiełznaną, pierwotną dzikość zastąpili hałasem kontrolowanym. To dobra płyta, a pozycja Yeah Yeah Yeahs nigdy nie była prostsza do obrony. Tylko czy nastoletnie dziewczęta ciągle będą chciały być jak Karen O?
Autor: Angelika Kucińska "Przekrój"
Sprzedaż biletów:
Ticketpro i Eventim
Organizator:
Andrzej Jegliczka
Agencja Artystyczna GO AHEAD
tel. 602 648 880
mailto: agencja@minta.pl
Fotografie


